czwartek, 20 kwietnia 2017

Adrian Carton de Wiart - Moja odyseja. Awanturnik, który pokochał PolskęNa niektórych historycznych zdjęciach z II wojny światowej można zobaczyć wysokiego, szczupłego brytyjskiego generała z wąsami. Jego charakterystyczną cechą była przepaska na oku i pusty lewy rękaw. To Adrian Carton de Wiart, postać tak barwna i ciekawa, że aż dziwne, że Hollywood nie zrobiło o nim filmu, a HBO serialu. „Oxford Dictionary of National Biography”pisze o nim: Ze swoją czarną przepaska i pustym rękawem Carton de Wiart wyglądał jak elegancki pirat i stał się postacią legendarną (cyt. za Wikipedią, tłumaczenie własne).

Nakładem wydawnictwa Bellona w Polsce po raz pierwszy ukazały się jego wspomnienia. Zachodnim czytelnikom są świetnie znane, gdyż pierwsza edycja ukazał się w latach 50. ubiegłego wieku.

De Wiart to postać zaiste nietuzinkowa. Belg, który wstąpił do armii brytyjskiej, bo taką miał akurat pod ręką. Służył w Afryce Południowej, Indiach i Europie. Walczył w wojnach burskich i obu wojnach światowych. Był szefem brytyjskiej misji wojskowej w Polsce na początku lat 20. i w 1939 r., a także osobistym przedstawicielem premiera brytyjskiego przy Czang Kaj-szeku w latach 1943-47. Był kilkunastokrotnie ranny, stracił oko i rękę, uciekał (choć nieskutecznie) z włoskiej niewoli w czasie II wojny światowej. Otrzymał najwyższe brytyjskie odznaczenia, łącznie z Krzyżem Wiktorii, który w ciągu 150 lat nadano niespełna 1400 osobom oraz Orderem Łaźni, który jednorazowo może nosić jedynie 2 tys. obywateli brytyjskich.

Jego wspomnienia to fascynująca historia człowieka z zupełnie innej epoki. De Wiart zmarł w 1963 r., więc wciąż żyje mnóstwo osób, które znały go osobiście. A jednak z kart książki przebija mentalność kompletnie dla współczesnego człowieka niezrozumiała.

Zacznijmy od tego, że de Wiart to wojskowy z krwi i kości. O przerażającej hekatombie lat 1914-18, która kosztowała go oko i rękę pisze, że Prawdę mówiąc polubiłem wojnę […] dostarczała mi emocji […]. Dziś, nawet gdy czytamy wspomnienia operatorów służb specjalnych, możemy się dowiedzieć jaki to zaszczyt, że służy się krajowi, broni ludzi, etc. De Wiart wprost pisze, że na wojnie świetnie się bawił. Dziś żaden redaktor nie puściłby podobnego wyznania, nawet jeśli to prawda.

Jego ulubione zajęcie? Polowania. Pamiętacie medialną burzę, jaką rozpętały ostatnie polowania min. Szyszki? Brytyjski generał z dumą pisze o swoich łowach na gatunki w Indiach czy Afryce, które dla nas są niemal świętością. A ptaki strzelał dosłownie setkami dziennie.

Przy tym wszystkim z kart książki przemawia do nas brytyjski imperialista. Dość nietypowy, trzeba przyznać, bo z uznaniem i szacunkiem wyraża się o Polakach i Chińczykach. Ale o Hindusie, który brał na siebie większość ryzyka wypłaszając zwierzynę z krzaków pisze pogardliwie "mój krajowiec" i kiplingowskie "brzemię białego człowieka" jest dla niego czymś oczywistym.

Z naszego punktu widzenia najciekawsze są fragmenty dotyczące Polski. De Wiart przybył do naszego kraju w roku 1919 i zafascynowało go państwo "toczące pięć wojen na raz". Obracał się w najwyższych kręgach władzy i nie raz przywołuje osobiste spotkania z Piłsudskim, którego bardzo szanował i krytykuje postawę władz brytyjskich wobec młodego państwa polskiego. Jego spojrzenie na Polskę jest spojrzeniem życzliwym, czasem zbyt życzliwym. W końcu II RP nie wygrała wszystkich swoich wojen, jak usiłuje wmówić czytelnikowi narrator. Pozostaje jednak spojrzeniem człowieka z zewnątrz. Nie waha się krytykować Polaków czy samego Piłsudskiego, ma też ciekawe, mniej emocjonalne spojrzenie na walkę o granice niż większość polskich źródeł.

Po zakończeniu swojej misji w 1924 r. osiadł na bagnach Polesia w dobrach księcia Karola Radziwiłła. Tam przez 15 lat zajmował się głównie polowaniami na tamtejsze ptaki, a przynajmniej tak wynika z jego wspomnień. Zostawił również garść obserwacji na temat życia ziemiaństwa na wschodnich kresach II RP.

Mimo upływu lat historia de Wiarta pozostaje fascynująca niczym współczesny film akcji. Jego wspomnieniom nie można wierzyć bezkrytycznie, bo na przykład o swojej rodzinie nie wspomina nawet słowem, jednak stanowią cenne źródło wiedzy o epoce, gdy Imperium Brytyjskie chyliło się ku upadkowi, choć mało kto to przeczuwał.

Adrian Carton de Wiart - Moja odyseja. Awanturnik, który pokochał Polskę
Wydawnictwo Bellona 2016

Recenzja napisana dla LubimyCzytac.pl

 

ZOBACZ TEŻ:

Charles Glass - Dezerterzy. Ostatnia nieopowiedziana historia II wojny światowej

Anuradha Bhattacharjee - Druga ojczyzna. Polskie dzieci tułacze w Indiach

 
poniedziałek, 03 kwietnia 2017

 

Operatorzy polskiej Grupy Reagowania Operacyjno-Manewrowego to nie tylko elita polskiej armii. GROM cieszy się zasłużoną sławą jednego z najlepszych oddziałów specjalnych w wojskach NATO i brał udział w wielu operacjach, o których wiemy (w tym w Iraku i Afganistanie), a także wielu o których nic nie wiemy i nie dowiemy się jeszcze długo.

Jak do większości jednostek tego typu (Navy Seal, SAS), do GROM-u niełatwo się dostać. Proces selekcji jest obecnie trójetapowy i obejmuje wszechstronny sprawdzian możliwości psychicznych i fizycznych.

piątek, 17 marca 2017

 

Tradycyjne postrzeganie imperium stworzonego przez starożytny Rzym opiera się na republice, w której były urzędy, demokracja, itp. Potem zamachu stanu Juliusza Cezara, a następnie kolejni cesarze, tradycyjnie dzieleni na „dobrych” i „złych”. Naszą percepcję podtrzymują działa filmowe i literackie, takie jak „Ja, Klaudiusz”, czy „Quo Vadis”, które skupiają się na cesarskim otoczeniu i wyciągają najbardziej sensacyjne materiały z dzieł starożytnych historyków.

Większość dostępnych na naszym rynku książek to dzieła popularnonaukowe, w których brak rzetelnej krytyki źródeł. Z kolei te naukowe pisane są nieprzystępnym językiem i gubią się w szczegółach kompletnie nieistotnych dla zwykłego czytelnika.

czwartek, 23 lutego 2017

 

„Evna” to ostatnia część trylogii „Krucze pierścienie” autorstwa norweskiej pisarki Siri Pettersen. Zamyka ona historię o światach równoległych, połączonych tytułowymi kruczymi pierścieniami - portalami.

Jako że to recenzja trzeciego tomu, przygotujcie się na spojlery dwóch poprzednich

Ostatnia część podejmuje wątek dosłownie w miejscu, gdzie urwała się akcja „Zgnilizny”, drugiego tomu serii. Hirka przechodzi przez portal i trafia do Dreysil, świata zamieszkałego przez Dreyri, „martwo urodzonych”, lud jej ojca. Dla tego lodowego świata stanowi szansę na odzyskanie magii, tytułowej Evny, więc wywołuje sensację, ale i zawiść.

poniedziałek, 13 lutego 2017

 

Wespazjan kojarzy nam się głównie z cesarzem rzymskim, który rozpoczął budowę Koloseum i słynną sentencją Pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą), którą uzasadniał nowy podatek od publicznych toalet. Jednak cesarzem został mając już 60 lat, co jak na starożytność stanowiło wiek podeszły. Jakie były jego wcześniejsze losy?

O tych czasach opowiada powieściowy cykl Roberta Fabbriego, najczęściej nazywany po prostu „Cyklem o Wespazjanie”. Do naszych księgarń trafił jego piąty tom „Wespazjan. Władcy Rzymu”.

Uwaga, będą spojlery poprzednich tomów.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Lata 1944-1956 to zdecydowanie najmroczniejszy okres w historii PRL. Ówczesna stalinowska Polska w ogromnym stopniu polegała na pracownikach Urzędu Bezpieczeństwa, czy też Bezpieki, jak powszechnie na nich mówiono. Państwo potrzebowało również sprawnych sędziów i prokuratorów, którzy wydawaliby wyroki na „szpiegów”, „sabotażystów” i „wrogów ludu” zgodnie z wolą Partii. Ten system tworzyli ludzie, jedni mniej znani i zasłużeni, inni bardziej.

Ich biografie kreśli Iwona Kienzler w swojej najnowszej książce „Krwawa Luna i inni. Prokuratorzy i śledczy systemu stalinowskiego w Polsce”. Kienzler to autorka bardzo płodna, regularnie wydająca książki z zakresu historii najnowszej, historii obyczajowości oraz roli kobiet w dziejach Polski, Europy i świata. W swoim najnowszym dziele miała okazję połączyć wszystkie trzy wątki.

środa, 18 stycznia 2017

 

Wydawałoby się, że nieźle znamy historię powstania bomby atomowej i późniejszej zimnowojennej rywalizacji w arsenale nuklearnym. Znamy nazwisko Roberta Oppenheimera, kojarzymy ośrodek w Los Alamos, słyszeliśmy o Rosenbergach i innych szpiegach przekazujących tajemnice broni jądrowej do ZSRR. A jednak są elementy tej historii, które przez lata umykały uwagi historyków.

Mówi wam coś nazwa Oziorsk? A Richland? Ta druga być może, dzięki popularnej także w Polsce serii urban fantasy o Mercy Thompson. Jednak przede wszystkim to dwa miasteczka położone na dwóch półkulach, pół świata od siebie, ale niemal bliźniaczo podobne. Oba te ośrodki zostały zbudowane jako zaplecze mieszkaniowe dla pracowników kluczowych instytucji przemysłu zbrojeniowego. Fabryk plutonu, „paliwa” dla bomby atomowej.

środa, 04 stycznia 2017

 

„Zgnilizna” to druga część trylogii „Krucze pierścienie” autorstwa Norweżki Siri Pettersen. Poniższa recenzja zawiera spojlery dotyczące „Dziecka Odyna”, pierwszego tomu serii.

Drugie spotkanie z bohaterami trylogii „Krucze pierścienie” wyrywa nas z pięknego, nostalgicznie nordyckiego świata Ym i rzuca w naszą rzeczywistość. Po przejściu przez Kruczy Pierścień Hirka, główna bohaterka serii, trafia do współczesnej Wielkiej Brytanii, a dokładnie do miasta York w północnej Anglii. Nie wiemy do końca, w którym roku rozgrywa się akcja książki, ale wszechobecne smartfony wskazują na obecną dekadę.

wtorek, 27 grudnia 2016

 

Należę do pokolenia, które dorastało z Harrym Potterem. Pierwsze części czytałem w wieku wczesnonastoletnim, ostatnią już na studiach. Saga była zamknięta, Voldemort pogrzebany (albo i nie), „kanon” ustalony i wszystko jasne. Niestety J.K. Rowling znudziło się pisanie kryminałów albo (co bardziej prawdopodobne) uznała że czas na jakiś wehikuł, który pociągnie jej kulejącą finansowo spółkę „Pottermore”. I tak powstała „ósma część” Harry’eg Pottera.

Siadając do lektury musimy pamiętać, że tak naprawdę nie otrzymujemy powieści. „Przeklęte Dziecko” od początku zostało zaplanowane jako sztuka teatralna, gdzie J.K. Rowling odpowiadała za „story”, ale scenariusz i reżyserię powierzyła fachowcom. W efekcie książka na półkach księgarń to zapis scenariusza tej sztuki. Z teoretycznego punktu widzenia nie epika, a dramat literacki.

Choćby z tego względu wiadomo, że całość będzie różniła się od „kanonicznego” siedmioksięgu. Wiele środków wyrazu dostępnych dla autora powieści czy reżysera sztuki jest poza zasięgiem suchego zapisu w scenariuszu, nawet jeśli didaskalia są ponad miarę rozbudowane, jak ma to miejsce w „Przeklętym Dziecku”. Dramat, ze swojej natury, koncentruje się na dialogu i nim właśnie operuje. Tyle że to nie jest żadne usprawiedliwienia dla kompletnej mizerii „Przeklętego Dziecka”.

piątek, 09 grudnia 2016

 

XIX-wieczny Londyn, tajemnicza energia próżni, spiskowcy, tajna policja, Napoleon, Mickiewicz, Słowacki i Byron. A to tylko część atrakcji, którymi w swojej najnowszej powieści raczy nas Krzysztof Piskorski, laureat Nagrody im. Zajdla, czyli najbardziej prestiżowego wyróżnienia polskiej fantastyki.

Przyznam, że zajdlowego "Cieniorytu" nie czytałem. Z Piskorskim spotkałem się tylko raz, przy okazji "Pocztu Dziwów Miejskich", który wspominam bardzo dobrze. W związku z tym miałem nadzieję na ciekawą lekturę i nie zawiodłem się.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17