Blog > Komentarze do wpisu

Piotr Śliwiński - Ryngraf

Powstanie kościuszkowskie nie jest epizodem z naszej historii, do którego chętnie sięgają twórcy beletrystyki. Większość pisarzy specjalizujących się w powieści historycznej woli pisać „ku pokrzepieniu serc", o czasach, gdy ojczyzna była silna i triumfach oręża. Ewentualnie o tych mniej chwalebnych kartach, ale znacznie nam bliższych czasowo.

„Ryngraf" Piotra Śliwińskiego sięga śmiało do tej mało popularnej niszy. Jak to zwykle w tym gatunku bywa, losy narodu, wielkiej polityki i postaci świetnie znanych nam z lekcji historii śledzimy z perspektywy maluczkich. W „Ryngrafie" są to szlachcic Janusz Zakrzeński i kowal Stanisław Krzysztofczyk. Mimo różnicy stanów są kolegami ze szkolnej ławy i weteranami wojny w obronie Konstytucji Trzeciego Maja.

 Piotr Śliwiński - RyngrafZakrzeński, uczestnik powstańczego sprzymierzenia, wciąga w powstanie Krzysztofczyka, który po wcześniejszych wojennych przygodach nie chce mieć nic więcej wspólnego z walką o niepodległość. Dla obu nadchodząca wojna stanie się wielką próbą charakteru, doprowadzi ich na skraj fizycznie i psychicznie, ale i da szansę na miłość.

Fakt, że obaj główni bohaterowie są żołnierzami, od razu rozkłada ciężar opowieści. Powstaniu będziemy się przyglądali głównie z perspektywy militarnej. Jednak rola Zakrzeńskiego jako zaufanego Kołłątaja i ochroniarza Kościuszki sprawi, że będziemy mogli obserwować politykę władz powstańczych i konflikty w ich łonie.

Śliwiński stawia na brutalny realizm. Bohaterom funduje głównie pot, łzy i krew. Dużo krwi i bólu, mało chwały. Wojsko bieduje i głoduje. Szeregowy żołnierz burzy się, chce żołdu i jedzenia, grozi odejściem do wroga. Szlachetny patriotyzm miesza się z chciwością, żądzą i innymi słabościami, często w tych samych ludziach. Prości żołnierze nie wyglądają na nieskalanych bohaterów z romantycznych epopei. Są wulgarni, często nie wiedzą po co walczą, ale potrafią dać dowody ogromnego męstwa.

Jeszcze gorzej na kartach książki wyglądają postaci historyczne. Autor wyraźnie ma o nich niezbyt wysokie mniemanie. W czarnym świetle przedstawieni są zwłaszcza Kołłątaj i król Stanisław Poniatowski, ale i Kościuszko nie jest tą nieskazitelną postacią z pomników. Wielu generałów i polityków zajmuje się raczej własnymi sporami niż dobrem ojczyzny, a nad wszystkim wisi widmo trwającej Rewolucji Francuskiej, w którą niektórzy chcieliby przekształcić powstanie.

Ciekawym i dość nieoczekiwanym elementem jest obszerna retrospekcja, która przedstawia losy ojca Zakrzeńskiego, który musiał uchodzić z kraju po Konfederacji Barskiej. Historia jego włóczęgi po morzach i oceanach świata staje się ciekawym kontrastem dla dramatycznych wydarzeń w konającej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Łatwo byłoby przy tej okazji stworzyć coś zupełnie niepasującego, nie z tej bajki, ale Śliwiński bardzo umiejętnie wplata opowieść starego Zakrzeńskiego w całość narracji.

Z tego wszystkiego powstaje dobra, wciągająca powieść historyczna osadzona w rzadko wykorzystywanym epizodzie dziejów. Fani gatunku nie będą zawiedzeni lekturą.

Recenzja napisana dla LubimyCzytac.pl

ZOBACZ TEŻ:

Elżbieta Cherezińska - Turniej cieni

 
niedziela, 29 lipca 2018, zpierwszejpolki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: