Blog > Komentarze do wpisu

Jakub Ćwiek - Stróże

Jakub Ćwiek, StróżeBycie Aniołem Stróżem to ciężka praca. Zwłaszcza odkąd ludzkość rozmnożyła się do tego stopnia, że jeden Stróż musi często obsłużyć cała rodzinę. A liczba zagrożeń, miast maleć, rośnie i anioł musi być na czasie: media społecznościowe, porno, zwodniczo przyjazna popkultura. W tej sytuacji niejednemu skrzydlatemu zdarza się w desperacji nagiąć reguły. A kto strzeże Stróżów? Wydział Interwencyjny Nadzoru Anielskiego, instytucja, której aniołowie boją się jak ognia, choć ich slogan zapewnia, „Cokolwiek zrobisz, WINA jest zawsze po twojej stronie”.

„Stróże” to spin-off najpopularniejszego cyklu Jakuba Ćwieka, czyli serii o Kłamcy, jak nazywa nordyckiego boga kłamstwa i oszustw, Lokiego. Jak można wywnioskować ze wzmianek w treści, akcja książki toczy się równolegle z wydarzeniami pierwszego i drugiego tomu głównego cyklu. Sam Kłamca również pojawi się na jej kartach, ale jako postać drugoplanowa, choć istotna. Pierwsze skrzypce gra duet funkcjonariuszy WINA (tego się nie odmienia, jak lubią przypominać), czyli Butch i Zadra.

Jak pisze we wstępie do książki Ćwiek, „Stróże” początkowo mieli być niskobudżetowym serialem na YouTube’a. Serial nie doszedł do skutku (choć może dojdzie), a pisarz postanowił wykorzystać te postacie w nowej serii. Według Ćwieka całość miała przypominać klimatem „Zabójczą Broń”, choć porównanie jest moim zdaniem na wyrost, przynajmniej w tych historiach, które dostaje czytelnik. Zadra i Butch działają raczej indywidualnie i nie ma między nimi tej niesamowitej chemii, którą pamiętamy z filmowych kreacji Mela Gibsona i Danny’ego Glovera.

Może „Zabójcza Broń” to nie najlepsze porównanie, ale w nowej książce świetnie odnajdą się fani książek o Kłamcy. Agenci WINA tropią nadużycia wśród Stróży, ale jak na złość co chwile natykają się na Lokiego, który mataczy, ściemnia, nagina przepisy i ogólnie maksymalnie utrudnia im pracę. A może jednak ułatwia? Czasami trudno powiedzieć, niemniej Butch nienawidzi go z całego serca i obwinia o całe zło naszego i nadprzyrodzonego świata.

Ekipę dopełnia komisarz Jakub Ryjek, wrocławski policjant. To niemal archetypiczny gliniarz ze współczesnych kryminałów: zmęczony, ze zniszczonym życiem prywatnym, nieprzyjemnymi nawykami, niekoniecznie przyjemnym charakterem i dość elastycznym podejściem do reguł. Tylko że w przeciwieństwie do kolegów z kryminałów widzi anioły, w tym Butcha, z którym zaczyna współpracować. Czemu akurat on? Kluczem jest sprawa pewnej strzelaniny na ulicy Świdnickiej, ale nie będę wam spoilerował tej historii.

Butch, Zadra i komisarz Ryjek rozwikłują sprawy dwutorowo: gliniarz zajmuje się ludzkimi podopiecznymi, aniołowie Stróżami. W efekcie na pograniczu ich kompetencji wytwarza się dość ciekawa dynamika.

Całość stanowi udane połączenie świata Kłamcy z kryminałem. Nie znajdziemy tu klasycznych, wielopiętrowych zagadek w stylu Agathy Christie. To raczej krótkie, dynamiczne historie z dużą dawką humoru. Znajdziemy ich cztery plus epilog, spinający całość zgrabną klamrą. Czyta się je znakomicie. W przeciwieństwie do poprzednich części Kłamcy, akcja toczy się głównie w Polsce. To daje autorowi szansę do karykaturalnego przedstawienia naszego społeczeństwa. Przynajmniej mam nadzieję, że to karykatura, bo jeśli Ćwiek naprawdę widzi nas w tak czarnych barwach, to albo z nim albo z nami jest coś bardzo nie tak. Nie jest to może aż tak widoczne, jak w „Zawiszy Czarnym”, ale momentami Ćwiek mocno eksploatuje stereotyp „typowego Janusza”.

Na koniec autor zostawia prawdziwą wisienkę na torcie: scenę po napisach końcowych. A właściwie nie scenę, a całe, pełnowymiarowe opowiadanie, piąte na kartach książki. Ćwiek, wielki fan i orędownik popkultury, funduje nam chwyt rodem z Marvel Cinematic Universe. I jak to w MCU, scena po napisach końcowych to pasjonujący crossover, choć bez udziału tytułowych Stróży.

Oto na posterunku Policji w sennym polskim miasteczku spotykają się Loki, Dreszcz z Alojzym i Kędzior. Tak autor łączy trzy swoje najpopularniejsze serie: Kłamcę, Dreszcza i Chłopców, a czytelnicy zapoznani z twórczością Ćwieka łatwo mogą się domyślić jak kolosalne zamieszanie spowoduje taka kumulacja niecodziennych bohaterów w jednym miejscu.

„Stróże” to Ćwiek w wysokiej formie i na pewno nie rozczarują fanów pisarza. Jeśli ktoś czytał wcześniej cykl o Lokim, łatwiej będzie wyłapać wszystkie smaczki, ale dla nowych czytelników może to być dobre wprowadzenie w świat Kłamcy.

Recenzja napisana dla LubimyCzytac.pl

ZOBACZ TEŻ:

Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia

Jakub Ćwiek - Kłamca. Papież Sztuk

Jakub Ćwiek - Kłamca 4. Kill'em all

Jakub Ćwiek - Zawisza Czarny

Jakub Ćwiek - Dreszcz 2. Facet w czerni

Jakub Ćwiek - Grimm City. Wilk!

Jakub Ćwiek - Chłopcy 4. Największa z przygód

 
czwartek, 28 czerwca 2018, zpierwszejpolki

Polecane wpisy

  • Ken Folett - Słup ognia

    W trzecim tomie swojej historycznej sagi Ken Follett zabiera nas w samo serce tumultów religijnych w XVI-wiecznej Europie. A jednocześnie wplata w wątek powieśc

  • Robin Hobb - Skrytobójca Błazna

    W tym roku mija dwadzieścia lat od pierwszego polskiego wydania „Ucznia Skrytobójcy”. Powieść Robin Hobb zapoczątkowała jeden z najlepszych cykli w

  • Jakub Ćwiek - Grimm City. Bestie

    Jakub Ćwiek ponownie zabiera nas w podróż do Grimm City. Miasta, gdzie rządzi skorumpowana władza, dwie wielkie rodziny przestępcze i opowieść wyniesiona do rol

TrackBack
TrackBack URL wpisu: