Blog > Komentarze do wpisu

Adrian Carton de Wiart - Moja odyseja. Awanturnik, który pokochał Polskę

 

Na niektórych historycznych zdjęciach z II wojny światowej można zobaczyć wysokiego, szczupłego brytyjskiego generała z wąsami. Jego charakterystyczną cechą była przepaska na oku i pusty lewy rękaw. To Adrian Carton de Wiart, postać tak barwna i ciekawa, że aż dziwne, że Hollywood nie zrobiło o nim filmu, a HBO serialu. „Oxford Dictionary of National Biography”pisze o nim: Ze swoją czarną przepaska i pustym rękawem Carton de Wiart wyglądał jak elegancki pirat i stał się postacią legendarną (cyt. za Wikipedią, tłumaczenie własne).

Nakładem wydawnictwa Bellona w Polsce po raz pierwszy ukazały się jego wspomnienia. Zachodnim czytelnikom są świetnie znane, gdyż pierwsza edycja ukazał się w latach 50. ubiegłego wieku.

Adrian Carton de Wiart - Moja odyseja. Awanturnik, który pokochał PolskęDe Wiart to postać zaiste nietuzinkowa. Belg, który wstąpił do armii brytyjskiej, bo taką miał akurat pod ręką. Służył w Afryce Południowej, Indiach i Europie. Walczył w wojnach burskich i obu wojnach światowych. Był szefem brytyjskiej misji wojskowej w Polsce na początku lat 20. i w 1939 r., a także osobistym przedstawicielem premiera brytyjskiego przy Czang Kaj-szeku w latach 1943-47. Był kilkunastokrotnie ranny, stracił oko i rękę, uciekał (choć nieskutecznie) z włoskiej niewoli w czasie II wojny światowej. Otrzymał najwyższe brytyjskie odznaczenia, łącznie z Krzyżem Wiktorii, który w ciągu 150 lat nadano niespełna 1400 osobom oraz Orderem Łaźni, który jednorazowo może nosić jedynie 2 tys. obywateli brytyjskich.

Jego wspomnienia to fascynująca historia człowieka z zupełnie innej epoki. De Wiart zmarł w 1963 r., więc wciąż żyje mnóstwo osób, które znały go osobiście. A jednak z kart książki przebija mentalność kompletnie dla współczesnego człowieka niezrozumiała.

Zacznijmy od tego, że de Wiart to wojskowy z krwi i kości. O przerażającej hekatombie lat 1914-18, która kosztowała go oko i rękę pisze, że Prawdę mówiąc polubiłem wojnę […] dostarczała mi emocji […]. Dziś, nawet gdy czytamy wspomnienia operatorów służb specjalnych, możemy się dowiedzieć jaki to zaszczyt, że służy się krajowi, broni ludzi, etc. De Wiart wprost pisze, że na wojnie świetnie się bawił. Dziś żaden redaktor nie puściłby podobnego wyznania, nawet jeśli to prawda.

Jego ulubione zajęcie? Polowania. Pamiętacie medialną burzę, jaką rozpętały ostatnie polowania min. Szyszki? Brytyjski generał z dumą pisze o swoich łowach na gatunki w Indiach czy Afryce, które dla nas są niemal świętością. A ptaki strzelał dosłownie setkami dziennie.

Przy tym wszystkim z kart książki przemawia do nas brytyjski imperialista. Dość nietypowy, trzeba przyznać, bo z uznaniem i szacunkiem wyraża się o Polakach i Chińczykach. Ale o Hindusie, który brał na siebie większość ryzyka wypłaszając zwierzynę z krzaków pisze pogardliwie "mój krajowiec" i kiplingowskie "brzemię białego człowieka" jest dla niego czymś oczywistym.

Z naszego punktu widzenia najciekawsze są fragmenty dotyczące Polski. De Wiart przybył do naszego kraju w roku 1919 i zafascynowało go państwo "toczące pięć wojen na raz". Obracał się w najwyższych kręgach władzy i nie raz przywołuje osobiste spotkania z Piłsudskim, którego bardzo szanował i krytykuje postawę władz brytyjskich wobec młodego państwa polskiego. Jego spojrzenie na Polskę jest spojrzeniem życzliwym, czasem zbyt życzliwym. W końcu II RP nie wygrała wszystkich swoich wojen, jak usiłuje wmówić czytelnikowi narrator. Pozostaje jednak spojrzeniem człowieka z zewnątrz. Nie waha się krytykować Polaków czy samego Piłsudskiego, ma też ciekawe, mniej emocjonalne spojrzenie na walkę o granice niż większość polskich źródeł.

Po zakończeniu swojej misji w 1924 r. osiadł na bagnach Polesia w dobrach księcia Karola Radziwiłła. Tam przez 15 lat zajmował się głównie polowaniami na tamtejsze ptaki, a przynajmniej tak wynika z jego wspomnień. Zostawił również garść obserwacji na temat życia ziemiaństwa na wschodnich kresach II RP.

Mimo upływu lat historia de Wiarta pozostaje fascynująca niczym współczesny film akcji. Jego wspomnieniom nie można wierzyć bezkrytycznie, bo na przykład o swojej rodzinie nie wspomina nawet słowem, jednak stanowią cenne źródło wiedzy o epoce, gdy Imperium Brytyjskie chyliło się ku upadkowi, choć mało kto to przeczuwał.

Adrian Carton de Wiart - Moja odyseja. Awanturnik, który pokochał Polskę
Wydawnictwo Bellona 2016

Recenzja napisana dla LubimyCzytac.pl

 

ZOBACZ TEŻ:

Charles Glass - Dezerterzy. Ostatnia nieopowiedziana historia II wojny światowej

Anuradha Bhattacharjee - Druga ojczyzna. Polskie dzieci tułacze w Indiach

 
czwartek, 20 kwietnia 2017, zpierwszejpolki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: