Blog > Komentarze do wpisu

Siri Pettersen - Dziecko Odyna

 

Fantasy to gatunek literacki, w którym większość autorów musi odnieść się do fundamentu, czyli J. R. R. Tolkiena. Niektórzy czerpią z niego dosłownie, inni ustawiają się w opozycji, ale wciąż zbyt rzadko mamy do czynienia z wizją inną niż ta, określona przez szeroko rozumiane europejskie średniowiecze i mitologię germańską zinterpretowaną przez profesora z Oksfordu. Nawet autorzy czerpiący z innych źródeł, jak nasz Andrzej Sapkowski, implementują część tolkienowskiego kanonu, jak krasnoludy czy elfy.

W tym kontekście od początku bardzo zaintrygowała mnie powieść Siri Pettersen, która zerwała z germańsko-rycerską tradycją fantasy, a zamiast tego czerpie z folkloru skandynawskiego.

Siri Pettersen - Dziecko Odyna„Dziecko Odyna” to otwarcie trylogii „Krucze Pierścienie”. Wkraczamy w nim do świata Ym, podzielonego na jedenaście krain. Niemal całym światem rządzi Mannfala - miasto, na którego czele stoi rząd mający cechy zarówno arystokracji, jak i teokracji. W opozycji znajduje się jedynie osada Kruczy Dwór, rządzona przez coś w rodzaju demokracji wiecowej. Prawdę mówiąc skojarzyło mi się to trochę z jedyną osadą nieugiętych Gallów, która wciąż stawia opór najeźdźcom, ale skojarzenie jest raczej przypadkowe.

Ym zamieszkują ætlingowie, stworzenia do złudzenia podobne do nas. Różni ich tylko posiadany ogon oraz zdolność do korzystania z Evny - naturalnej magii ich świata. Główną bohaterką jest piętnastoletnia Hirka, która odkrywa straszną tajemnicę. Nie straciła ogona w dzieciństwie, jak dotąd myślała. Nie jest ætlingiem, a Dzieckiem Odyna. Człekiem. Sprawa wyjdzie na jaw podczas Rytuału, ceremonii kończącej dzieciństwo, bo Dzieci Odyna nie potrafią czerpać Evny. Hirka musi uciekać, bowiem ætlingowie w Ym wierzą, że ludzie roznoszą straszliwą zgniliznę i nie zawahają się jej zabić.

Sama fabuła nie jest może specjalnie odkrywcza, choć autorce nie można zarzucić, by czytelnika nudziła czy bezmyślnie kopiowała wzorce. Raczej twórczo interpretuje klasyczne motywy: dojrzewania, przyjaźni, zdrady i żądzy władzy. Mnóstwo roboty wykonuje za nią bogaty świat Ym. Pettersen nie korzysta z żadnego z dziewięciu światów Yggdrasila, znanych z mitologii skandynawskiej, jednak w krajobrazach jedenastu krain nietrudno dojrzeć Norwegię, a w książce znajdziemy wiele motywów zaczerpniętych z nordyckich mitów, jak kamienne kręgi, tęczowy most między światami (Bifrost) czy kruki jako święte ptaki, będące pośrednikami między tym, co ziemskie, a tym, co nadprzyrodzone.

Ciekawe jest również samo słowo ætling, które w języku norweskim oznacza potomka, w domyśle jakiegoś znacznego rodu. Autorka niewątpliwie świadomie obdarzyła tym mianem stworzoną przez siebie ogoniastą rasę, ale w pierwszym tomie nie zdradza swoich powodów. Co oczywiście zostawia czytelnikom pole do domysłów.

Choć głównym protagonistą jest piętnastolatka, to nie należy się tu spodziewać powieści dla nastolatków. W Ym piętnastolatka jest kimś u progu dorosłości, a okoliczności zmuszają Hirkę do szybkiego dojrzewania. Wiele wydarzeń obserwujemy z jej perspektywy, która często wypacza wydarzenia z typową dla nastolatków przesadą. Jednak autorka wystarczająco często pozwala nam spojrzeć na wydarzenia oczami innych bohaterów, by przekonująco pokazać jak Hirka z dziecka przeistacza się w młodą, zdeterminowaną kobietę.

Całość składa się na interesujące otwarcie trylogii. Dwa pozostałe tomy trafiły już na sklepowe półki w Norwegii, więc zapewne i nam Wydawnictwo Rebis dość szybko je dostarczy. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Recenzja powstała dla portalu LubimyCzytac.pl

 
poniedziałek, 24 października 2016, zpierwszejpolki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: