Blog > Komentarze do wpisu

Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia

 

Nigdy nie wierzcie Kłamcy, przestrzega we wstępie do swojej najnowszej książki Jakub Ćwiek, mając na myśli siebie. Faktycznie, po czterech tomach historii o nordyckim bogu Lokim, które przyniosły mu miano jednego z najpopularniejszych pisarzy młodego pokolenia, Ćwiek przeniósł się do innych projektów i zapowiedział, że więcej Kłamcy nie będzie. Nic z tego.

Do rąk czytelników trafił piąty tom, ale jest to tom pod wieloma względami niezwykły. Po pierwsze, to chyba pierwsza wydana w Polsce książka, do której dołączona jest pełnowymiarowa gra karciana, oparta na uniwersum książki. Do gry jednak przejdę za chwilę, na razie skupię się na samej książce.

Po drugie, najnowsza część nosi numer porządkowy 2,5, co oznaczałoby, że jej akcję należałoby umieścić gdzieś między tomem drugim i trzecim. Dla fanów to znaczące rozróżnienie. Pierwsze dwa tomy to zbiory opowiadań o Lokim, cynglu aniołów, a dwa ostatnie to powieści o Lokim, który z desperacją powstrzymuje apokalipsę.

„Kłamca 2,5” należy zdecydowanie do tej pierwszej części. Otrzymujemy dwa krótkie opowiadania i jedno nieco dłuższe. Dwa pierwsze sytuują się chronologicznie podobnie jak tom pierwszy, trzecia historia jakoś na początku tomu drugiego, gdy Loki zebrał już swoją kompanię: Bachusa, Erosa i Jenny.

Kłamca wraca do nas w najlepszej formie. W pierwszej, krótkiej historii, będzie próbował udaremnić spisek indiańskiego bóstwa totemicznego. W drugiej zabawi się w swata dla pewnego anioła, oficjalnie uznanego za poległego na polu bitwy. Problem polega na tym, że anioły nie mają "sprzętu" niezbędnego do fizycznego skonsumowania związku.

Najdłuższa jest trzecia historia, w której Loki tka typowy dla siebie spisek o wielu dnach i usiłuje zapanować nad operacją, która wyrwała się spod kontroli. W rolach pomocniczych greckie bóstwa, japońscy ninja i totalna demolka Tokio.

We wszystkich historiach czytelnicy znajdą to, za co kochają (lub nienawidzą, rzecz gustu) prozę Ćwieka. Jest niezwykle cynicznie, a momentami obscenicznie. Autor nie unika opisów z cyklu 'seks & przemoc', choć jak na niego i tak są dość stonowane. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie przekracza pewnych rozsądnych granic. Na kartach książki Loki jest w swojej najlepszej formie: pyskaty, arogancki, piekielnie inteligentny i mimo wszystko dający się lubić.

Tytułowa „Machinomachia”, czyli trzecie, najdłuższe opowiadanie, naładowane jest aluzjami do popkultury i puszczaniem oka do czytelnika. Widać w niej echa klasycznych japońskich „Godzilli”, kina akcji klasy B (czy nawet C), a także innych filmów, w których jakieś potwory demolują miasta. A wszystko w unikalnym ćwiekowym sosie.

Nieodłączną częścią „Kłamcy 2,5” jest karciana gra towarzyska Kłamcianka, oparta na serii o Lokim. Jej ogromną zaletą są świetne, zabawne rysunki i klimat. Właściwie nie wiadomo, czy to gra jest dodatkiem do książki, czy książka do gry, ale poprzestańmy na tej pierwszej wersji. W grze znajdziemy postacie z cyklu, od głównych bohaterów, jak Loki, Jenny, Gabriel czy Kłamczuch, po tak incydentalne jak Nazista z Illinois.

Kłamcianka to prosta karciana gra niekolekcjonerska, co znaczy, że każdy zestaw zawiera te same karty i nie trzeba dokupować nowych zestawów, żeby stworzyć własną unikalną talię jak w Magic: The Gathering. Gra jest wyjątkowo prosta i nawet osoby nie mające na co dzień do czynienia z grami towarzyskimi powinny być gotowe do gry w kilka minut.

Całość opiera się o unikatową mechanikę, stworzoną na potrzeby tej gry. Widać w niej pewne echa wspomnianego już Magica, ale nie powinno to dziwić, bo ta gra jest dla karcianek tym, czym „Władca Pierścieni” dla fantasy. Doświadczeni gracze znajdą tu też pewne podobieństwo do Dominiona, choć Kłamcianka jest znacznie mniej skomplikowana.

Instrukcja nie przewiduje minimalnej i maksymalnej liczby graczy. Warto zagrać w więcej niż dwie osoby, bo gra bardzo mocno opiera się na interakcji między graczami, którzy losują karty, budują swoje talie, atakują się nawzajem i usiłują sobie przeszkodzić dużą liczbą różnych efektów. Wygrywa ten, kto na koniec gry zgromadzi w swojej talii karty warte najwięcej piór. Najcenniejsze pod tym względem są karty Kłamcy z Lokim, ale jest pewien haczyk. Kto ma najwięcej kart Kłamcy, automatycznie przegrywa. Także dlatego warto grać w więcej niż dwie osoby.

Wydanie gry razem z książką (czy książki razem z grą) to świetne posunięcie i należy przyklasnąć wydawnictwu SQN, że się na taki krok zdecydowało. Cały zestaw kosztuje 40-50 złotych w zależności od sklepu. Dużo jak na literaturę, ale tyle kosztują najtańsze gry towarzyskie. Możemy więc uznać, że książka jest wręcz za darmo. I w sumie to dobrze, bo jedyną wadą, jaką w niej znalazłem, jest jej objętość: 187 stron (plus kilka stron instrukcji do gry) to trochę mało na pełnowymiarową książkę.

„Kłamca 2,5” to świetna pozycja dla fanów cyklu książkowego, a Kłamcianka to sposób na spędzenie kilku przyjemnych wieczorów w gronie przyjaciół. Nie jest to może najlepsza gra karciana dostępna na rynku, ale prostotą, przyjaznością dla nowych graczy i klimatem niewiele może jej dorównać.

Recenzja pochodzi z portalu LubimyCzytac.pl

 

 

ZOBACZ TEŻ:

Jakub Ćwiek - Chłopcy 2. Bangarang

Jakub Ćwiek - Chłopcy

Jakub Ćwiek - Dreszcz

Jakub Ćwiek - Kłamca 4. Kill'em all

Jakub Ćwiek - Liżąc Ostrze

 

 
wtorek, 03 czerwca 2014, zpierwszejpolki

Blog został przeniesiony na adres http://zpierwszejpolki.pl Serdecznie zapraszam!

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: