Blog > Komentarze do wpisu

Robert J. Szmidt, "Samotność Anioła Zagłady"

Jest w tej książce scena, gdy główny bohater przekracza most na Missisipi z duszą na ramieniu, gdyż wezbrane powodziowe wody grożą w każdej chwili zerwaniem przeprawy. W środę czytam o tym w historii o postapokaliptycznej Ameryce, a już w weekend sam z niepokojem obserwuję wzbierające rzeki w moim rodzinnym Wrocławiu.


Ale wróćmy do książki. Szmidt to autor o tyle nietypowy na naszym rodzimym rynku fantastyki, że jego książki i opowiadania niezmiernie łatwo zaszufladkować. Kiedy pisze horror, to mamy do czynienia z horrorem, a nie historią o wampirach z domieszką komedii, romansu, dramatu i politycznie poprawnego sosu, itd, itp, tak często spotykane na księgarnianych półkach.

W mieszaniu konwencji literackich nie ma nic złego, na pewno daje nam to większy wybór oryginalnych książek. Ale czasem mam ochotę odpocząć i wziąć książkę w starym dobrym stylu, gdzie samotny bohater przemierza nuklearną pustynię.

Tak jest właśnie w książce "Samotność Anioła Zagłady". Tytułowy bohater, Adam, to były komandos, przeniesiony później do jednostki odpowiedzialnej za odpalenie brani masowej zagłady. Na jednej z jego zmian wybucha wojna atomowa, a niemal cała ludzkość zostaje zmieciona z powierzchni Ziemi. Niemal, bo Adam, wraz z kilkoma tysiącami innych szczęśliwców, zostaje włączony w projekt "Arka", który ma odbudować życie na naszej planecie. Niestety komputer jego komory hibernacyjnej budzi go po trzech latach zamiast planowanych dziesięciu. By uratować życie musi przemierzyć całe spustoszone USA (z zachodu na wschód), by dotrzeć do centrali projektu.

Specyfika wojny atomowej polegała na użyciu szczególnych głowic, kóre anihilują całe życie (łącznie z bakteriami), ale oszczędzają wszystko inne. Stąd Adam mija stosy zmumifikowanych trupów i kikuty drzew, ale może korzystać z części zdobyczy cywilizacji, w tym whisky, którą raczy się nader obficie.

Adam jest samotny. I to właśnie ta samotność przewija się przez całą książkę - dialogów jest kilkanaście razy mniej niż w innych pozycjach o podobnej objętości, a kocentrują się na pierwszych "przedapokaliptycznych" stronach. Bohater stara się walczyć z samotnością, plądruje księgarnie, czyta książki, komiksy (aha, całą elektronikę załatwiły bomby elektromagnetyczne), w chwilach słabości nawet gada z trupami. Ale powoli i nieodwołalnie wariuje, popada w alkoholizm, choć nie ustaje w upartej walce o przetrwanie.

Książka Szmidta to ciekawa propozycja dla fanów postapokaliptycznych klimatów rodem z niektórych opowiadań Dicka. Tu jednak nie ma grupy ludzi w zniszczonym świecie. Tu jest tylko jeden wędrowiec, zagubiony na Ziemi, na której życie niemal zupełnie wymarło. I choć "Samotność Anioła Zagłady" nie znajdzie się w Top 10 moich ulubionych książek (a i pewnie do Top 100 by nie weszło), to jest to ciekawa lektura, na którą warto poświęcić nieco czasu. A zakończenie zapewne was zaskoczy:)

 

Robert J. Szmidt, "Samotność Anioła Zagłady"
Wydawnictwo Fabryka Słów
Lublin 2009
330 s.

sobota, 22 maja 2010, zpierwszejpolki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: